|
Blog > Komentarze do wpisu
Pomału...
Ojjjj było źle... był dół, i deprecha, w zasadzie nie do końca wiadomo dlaczego, ale mury puściły, woda wyszyła i ... przeszło.;D Jest pomalutku coraz lepiej, ogarniam się, M. też się poprawia, i już bez narzekania siadam sobie do pracy, choć do środy będzie ostra jazda, ale jakoś się uspokoiłam... Mam nadzieję, że na dłużej;D. Byliśmy na weekend w Warszawie, i patrząc sobie na to "mrówcze" miasto, na blok postawiony przy bloku, na to skupisko ludzi, ich pośpiech, cieszyliśmy się podjętej decyzji o przeprowadzce. Duże miasto nie jest jednak dla nas... Chyba komuś kto zaznał takiego spokojniejszego życia (i tak, wówczas go szczerze nienawidził) trudno jest się odnaleźć w takim molochu, może gdyby zupełnie zrezygnować z rozmyślań na ten temat, rozkminiania tego, może wtedy jakoś bym wytrzymała, ale po pierwsze jest to całkowicie wbrew mojej naturze, która każe mi dzielić wszystko na czynniki pierwsze, a włos na czworo, a po drugie bałabym się, że nagle ocknęłabym się jak ze snu po 15 latach i zorientowała się, że to wszystko przeleciało mi na pracę, dojazd do niej, na harówkę, żeby zapewnić sobie byt i przetrwanie w mieście, w którym dwupokojowe mieszkanie to luksus wymagający kredytu na 40 lat. Coraz bardziej świadomie rezygnuję z tego, pracę teoretycznie i tak mam w Warszawie, więc nie muszę się męczyć w wielkim mieście. Może trochę zaczęliśmy to idealizować, jak to zwykle bywa;), ale myśl o domku przy lesie, bliskości rodziny i przyjaciół, spokojnym i "pełnym" wychowywaniu dzieci, dla których zawsze będziemy mieć czas... To do mnie przemawia, a przecież to nie to gdzie mieszkamy stanowi o nas, jak jest się nudnym człowiekiem to nawet Nowy Jork nie pomoże. poniedziałek, 13 lutego 2012, starszacorkaswojegoojca
|
|